piątek, 11 listopada 2011

No dobra, jeszcze jedna swiatynka :)

I na koniec pies kontrolujący lokalne świątynie :)

Nauki o drzewach część ostatnia

Dendrologii część druga.

Informacji dendrologicznych cześć pierwsza

Angkor w pełnej krasie

Gustownie zawiazana chusta na modle afrykanska.

By Malgosia D. :)
Angkor Wat here I come

Kambodza welcome to

Po 16h jazdy lokalnymi srodkami transportu dotarlismy w koncu z Pakse do Siem Reap. Wysoka woda okazala sie nie tak straszna jak sie wydawalo. Jasne, widac pozalewane pola, ale nie ma dramatu.
Osiagnelismy drobny sukces, bo udalo nam sie przekroczyc granice z naszymi elektronicznymi wizami na przejsciu, ktore oficjalnie nie obsluguje e-wiz. Drobna darowizna na rzecz sluzby celnej w wysokosci one dollar od lebka rozwiala watpliwosci panow granicznikow :)
Obecnie saczymy drinka na rozluznienie po trudach podrozy i planujemy jutrzejsze zwiedzanie Angkor Wat.
Machamy lapka spod tego samego ksiezyca co u Was - slawna w okolicy Nine People Group ;)

środa, 9 listopada 2011

A wiec Pakse...

Nasz Gospodarz faktycznie mowi plynnie po polsku. Studiowal w Warsawie i Lodzi. Jak sie dowiedzial jak malo czasu planujemy spedzic w jego pieknym miescie podsumowal nas jednym zdaniem - spidi gonzales :)
Ale mimo tloku w hostelu udalo sie znalezc miejsce i dla nas.
Milo po drodze spotkac ludzi, ktorzy na wejsciu lubia cie za to skad jestes :)
Pozdrawiamy znad wieczornegi drinka, jutro droga do Kambodzy. Aczkolwiek Laos to jak na razie moj typ tej podrozy. Przepieknie tu jest.

zdjecie dokumentujace sniadanie w Pakse :)

wyspani, szczesliwi, saczacy napoje o poranku :)

akcent polski w drodze :) pozdrawiamy z Pakse

odpowiedz mailowa na probe zarezerwowania noclegu. proba byla po angielsku ozywiscie.
Czesc Jarek, Ja widze naswisko mysle ze pan jest Polak. Jestesmy bardzo zajety ale jezely bedziecie w Pakse mozecie wystompicz do Sabaidy2. A potem mozemy znalez wyjscie razem.
czesc
mr vong

wtorek, 8 listopada 2011

pamietacie smak gumy donald?

oto napoj, ktory smakuje identycznie :) i jest zielony jak od markera. na zdrowie! :)
dziekuje koncernowi PepsiCo za przypomnienie czasow dziecinstwa :)

Lao.

po nocnej podrozy z Luang Prabang lokalnym autobusem klasy VIP (podali buteleczke wody i ciasteczko) dotarlismy do Vientiane. byly przerwy na papierosy, na cyrklowanie autobusem na zakrecie gorskiej drogi, na posilek w ktorym niestety znalazlam robaka, ktory nie byl jego integralna czescia a raczej stanowil element naplywowy (blee). vientiane nie powala. prawda tez taka, ze tutejsza architektura sakralna, ktora jest glowna atakcja, niestety mnie nie porusza, w zwiazku  czym takie miejsa luang prabang, w ktorym bylismy wczoraj, gdzie gwozdziem programu jest przyroda, sa dla mnie zdecydowanie bardziej pociagajace. poza tym - lubie gory. a tam byly piekne gory.
przerwa w relacji na lokalna zywnosc :)

a oto i sam mekong

na dowod ze zyjemy :)

oto dokumenacja fotograficzna z naszego wynajetego na godziny hotelu :) wieczorem ruszamy dalej.
pozdrawiamy

wczorajsze sniadanie nad mekongiem -wersja na slodko

oczywiscie banan musial byc ;)

wczorajsze sniadanie nad mekongiem - wersja na ostro

musiala tez byc i fasolka szparagowa ;)

dowodu ciag dalszy

podroznicy podpieci do pradu i internetu po 48h abstynencji :)

piątek, 4 listopada 2011

poranna kawa

poranna kawa odbywa sie w najbardziej europejskim miejscu jakie udalo nam sie znalezc w okolicy :) wygladamy jak przyslowiowa ekipa amerykanskich turystow.
nasze glowy zaprzataja rozne problemy - co jedza tu na sniadanie (sajgonki i zupe pho?), ile penisow (lokalna waluta to dongi, taki tam zarcik jezykowy :) to jeden dolar ? i dlaczego milion miesci sie bez problemu do portfela ;) ? jest dobrze, choc niektorzy ze wzgledu na zmiane czasu spedzili bezsenna noc. czas ruszac po czapeczki jak z pola ryzowego ;)

czwartek, 3 listopada 2011

niusy z lotniska

a wiec czekamy. przeszlismy przez wszytkie etapy odprawy, przed nami juz tylko boarding. tylko albo az. ostatnia informacja jest taka ze boarding dopiero za godzine. wiec czekamy. pijemy drinki. palimy papierosy bo maja tu cywilizowane palarnie :) troche podsypiamy. generalnie czekamy...

środa, 2 listopada 2011

zawsze jest tak, że ktoś musi zacząć...

...więc zacznę ja.
Nadszedł chyba najbardziej wyczekiwany w tym roku dzień - dzień rozpoczęcia kolejnej, zapewne niezapomnianej, wyprawy. Właśnie wybiła godzina 11.00 więc pora pożegnać się z rodzinką i wyruszyć na pilski dworzec PKS, gdzie czeka na mnie "Autobus czerwony" (taki, jak w znanej piosence), którym pomknę w 348 kilometrową podróż do stolicy, która zgodnie z planem ma zakończyć się o 18.30. Zgodnie z planem, bo jak do tej pory wiele rzeczy nieco rozmija się z planem... Jednak mimo wszelkim przeciwnościom losu, mam nadzieję, że w Warszawie zmienię środek lokomocji i jeszcze dzisiaj, wraz z resztą ekipy, wyruszymy w podróż do Hanoi, a co dalej? Zobaczymy...

atrakcji nigdy za wiele :)

powodz w kambodzy nie wystarczyla dla urozmaicenia naszej podrozy. dodatkowe atrakcje zapewnia zamkniete lotnisko w Wawie (na razie 'tylko' do 15 jutro) i 'nieco' uszkodzony 767, jeden z tych ktore w Locie obsluguja trasy transatlantyckie.oraz loty do... Hanoi wlasnie.
ahoj przygodo, jak mawiaja niektorzy :)

btw, czapki z glow za precyzje dzisiejszego ladowania.